Fineas Kovacs, bo tak nazywał się mężczyzna zamieszkujący wieżę Leniwego Kotła, poprawił się: “może powinienem powiedzieć: to nieumarli mają problem z wami”. Okazało się, że przyglądał się bohaterom od kilku dni, od czasu zamieszek. Fineas posiada szczególny dar: słyszy głosy zmarłych - i w zwyczajowym szumie pośmiertnych skarg i żali usłyszał w dniu zamieszek coś jeszcze: dźwięk jak “przeciąganie jedwabną nicią po zardzewiałym brzeszczocie” głos należący nie do zwykłego umarłego, ale potężnej istoty zawieszonej między życiem i śmiercią - wampira. Co więcej, głos ten brzmiał, jakby bał się naszych bohaterów - u Fineasa wywołało to tyleż obaw, co zaciekawienia. Wtedy to postanowił za pośrednictwem swojego kruka Sorina (zapewne to jego miał na myśli Malko Matasca w rozmowie z Morlaną) śledzić bohaterów.
Rozmowa o nieumarłych zeszła na temat Zapięczętowanych w Kurhanach - mitycznej armii ukrytej w pochodzących z czasów sprzed Imperium kurhanach głęboko pod Wielkim Lasem, czekającej aż ktoś przejmie nad nią dowodzenie. Kovacs wspomniał graczom jeszcze o chórze głosów uciętych jak nożem około północy w dniu, w którym miały miejsce zamieszki - bohaterowie założyli, że osoby porwane podczas zamieszek zostały poświęcone w rytuale w którymś z kurhanów; wskutek nieporozumienia między Fineasem i Minari bohaterowie zakończyli rozmowę i kolejnego dnia, po tradycyjnym już śniadaniu w Ryczącym Borsuku ruszyli wzdłuż gościńca na północ, poszukując śladów więźniarek takich jak ta, którą sami byli transportowani.
Trakt był co prawda rozjeżdżony, a las zbyt gęsty, by zjechać weń z głównej drogi przed północą, ale w drodze powrotnej do Talagaadu drużyna natrafiła na trop: na północny zachód od miasta, w jednym z niewielkich siół do których prowadzą boczne drogi od gościńca, znaleźli nagle urwane ślady wozu. Wypytując wieśniaków mieszkających w pobliżu dowiedzieli się, że Helga, jedna z mieszkanek, widziała w noc zamieszek wóz lecący na tle księżyca nad wierzchołkami drzew. To, co dla męża Helgi było kolejnym dobrym pretekstem, by podnieść na nią rękę, dla bohaterów stanowiło pośrednie potwierdzenie słów Fineasa o wampirze: kimkolwiek był ich przeciwnik, niewątpliwie potrafił posługiwać się potężną magią.
W drodze powrotnej bohaterowie odwiedzili Ambrosię Waxwing, niziołczą badaczkę pasjonującą się tematami okultystycznymi (i, podobnie jak Kovacs, posiadającą w swojej biblioteczce kilka tomów, do których lektury lepiej nie przyznawać się zbyt głośno w niektórych kręgach). Dopytując o wiersz znaleziony przez Wylderoka w wyklejce Kronik sylwańskich z biblioteki Ambrosii, bohaterowie dowiedzieli się o Obręczy z Kości Słoniowej - kręgu wampirów Lahmii, które około sto lat wcześniej założyły swe gniazdo w pobliżgu Talagaadu. Lahmie dążą do restytucji wampirzego miasta Lahmia, w którym wampiry nie muszą się ukrywać, a ludzie służą im jako poddani i pożywienie. Waxwing wspomniała, że Lahmie za cel często obierają młode kobiety - bohaterowie zaczęli zastanawiać się, czy nie taki los właśnie spotkał trzy cóki Luddenhofów wspomniane w balladzie.
Przy okazji rozmowy o Luddenhofach z Ambrosią gracze dowiedzieli się też, że margrabia Gorg lata temu służył w zakonie Ottylian. Na pewno był w szeregach Ottylian 27 lat temu, gdy w 2248 r. zginął Ludwik XI, książę Talabeclandu i ottyliański imperator - odszedł ze służby jakiś czas później.
Zapytana o ukryte pod lasem kurhany Ambrosia wspomniała o grobowcu znajdującym się na północnym brzegu Talabeku, w dół rzeki - i odesłała bohaterów do Fineasa po więcej szczegółów.
Fineas, już wcześniej sugerujący, że pozostaje życzliwym komukolwiek, kto ma na pieńku z nieumarłymi, zasugerował, że może skontaktować się z wybraną przez bohaterów zmarłą osobą, żeby pomóc w śledztwie. Rytuał wymagał jednak specyficznych składników, tj. kości człowieka pochowanego w tzw. pochówku wampirycznym (tj. posądzanego o bycie wampirem i pochowanego z kołkiem, odciętą głową itd.). Fineas opowiedział bohaterom o pułkowniku von Veidcie, zabitym przeszło sto lat temu podczas kontrofensywy imperialnej w trakcie wojen wampirzych. Von Veidt został przez swoich podwładnych oskarżony o wampiryzm, a mag z istniejącej już wtedy Hexenguilde zabezpieczył jego grobowiec przed wstępem niepożądanych gości.
Bohaterowie zdecydowali, że chcą porozmawiać z młodzieńcem, na którego palcu znaleźli w noc zamieszek sygnet Luddenhofów. W tym celu mieli dostarczyć Fineasowi palec wskazujący von Veidta - a ponadto, w ramach “opłaty za usługę”, krąg szyjny z tego samego szkieletu.
Z rekomendacji Fineasa, bohaterowie udali się na pokładzie Urazy, barki przemytniczej Gruginna Dokrilssona do Jaskini Zatopionego Dzwonu, wykorzystywanego przez przemytników punktu przerzutowego. Stamtąd kompleksem kawern mieli przedostać się do grobowca von Veidta.
W pierwszej z komnat bohaterowie natrafili na mur porośnięty kolczastym pnączem, tarczę z wypolerowanego brązu i inskrypcję “nie widziałem w nich głodu” pod tarczą. Siłowe próby przedostania się dalej i spalenie pnącz powodowały gwałtowną reakcję w postaci bijącego gdzieś w głębi jaskiń dzwonu. Zygmund i Frederik rozwiązali ostatecznie zagadkę, malując po lustrze krwią - najpierw po całej powierzchni, a następnie, kierując się inskrypcją, w miejscu, gdzie w lustrze odbijały się oczy patrzącego. Ściana rozstąpiła się i bohaterowie ruszyli dalej.
Z kolejnej sali, pełniącej rolę mauzoleum z kilkoma szkieletami w niszach na ścianach, droga rozwidlała się: kierując się naprzód, Morlana ruszyła na zwiady pionowym szybem; stamtąd dostała się na krużganki, dające wgląd na przestronną kawernę z mostem oświetlanym trzema świetlikami w suficie oraz na schody prowadzące do występu skalnego, na którym znajdował się grobowiec. Kierując się w lewo, bohaterowie natrafili na rwący strumień; jego drugi brzeg znajdował się na tyle wysoko i daleko, że o skoku nie było mowy. Zygmund skonstruował prowizoryczną kładkę, przez którą bohaterowie przeprawili się na drugą stronę - a potem, już bez większych trudności, do grobowca von Veidta, z którego ukradli kości dla Kovacsa.
Słysząc dalekie odgłosy walki, bohaterowie czym prędzej ruszli z powrotem do jaskini, gdzie cumowała Uraza. Frederik nie doskoczył na przeciwległy brzeg i został porwany przez strumień. Gdy bohaterowie wpadli do jaskini, zobaczyli, jak Gruginn broni się przed napastnikami w znanych im już niebiesko-białych mundurach Cierniówek. Szybko odparli atak, jednego z drabów ogłuszyli i pojmali - a następnie rzucili się do tyk i wioseł, by nadać Urazie prędkości zanim odpływ uniemożliwi żeglugę w górę rzeki.
Wracali do Talagaadu z planem na dwa przesłuchania - z tym drobnym detalem, że jedno z nich miało być przesłuchaniem zmarłego.